Zostań Zuchwałym! Weź zdrowie w swoje ręce!...

  ,,Choremu nieskończenie łatwiej jest wyobrazić sobie raj niż zdrowie."      Emil Cioran

Chemioterapia najpierw pomaga, a później zabija

2014-10-25 23:19:39, komentarzy: 0

Medycyna czyni nieustanne postępy w walce z nowotworami, nad nowymi sposobami leczenia pracują najlepsze ośrodki i najwybitniejsi uczeni. Perspektywy są jednak niewesołe: rak niebawem wyprzedzi choroby układu wieńcowego jako główna przyczyna śmierci. Kiedy w kontekście raka pada słowo „odkrycie", ma ono domyślnie wydźwięk optymistyczny. Zawsze? Niestety, nie.

Dotychczas kluczową bronią w zwalczaniu raka, ważniejszą nawet od skalpela, jest chemioterapia. Pracowicie wypracowane w laboratoriach, toksyczne substancje chemiczne, cytostatyki, mają hamować reprodukcję komórek nowotworowych, i niszczyć nowotworową tkankę. Zazwyczaj, zwłaszcza na początku kuracji, tak się szczęśliwie dzieje.

Cała sztuka polega na takim skomponowaniu tych trucizn, by zabijały komórki guza, możliwie mało szkodząc pozostałym, zdrowym tkankom i narządom organizmu. Ich dawka nie może być za duża, bo chory nie wytrzyma dużego stężenia tej trucizny, i umrze. Dlatego chemioterapię serwuje się w rundach, żeby w przerwach, organizm miał czas, się nieco zregenerować.

Jednak już od dłuższego czasu onkolodzy zaobserwowali, że o ile pierwsza terapia, pierwsza runda chemii, działa całkiem dobrze i spycha nowotwór do stadium regresji, guz najczęściej się pomniejsza, o tyle nie można tego powiedzieć o następnej rundzie i o dalszych. Stwierdzono statystycznie, że aż 90 procent pacjentów uodpornia się na cytostatyki. Dotyczy to chorych z rakiem, w postaci guzów, na przykład, płuc, prostaty, piersi, jelit.

Dopiero teraz wyszło na jaw, dlaczego, i nie jest to, niestety, wcale wieść krzepiąca.

Elita światowej sławy onkologów, i mikrobiologów, z prestiżowego Fred Hutchinson Cancer Research Center w Seattle, współpracujących z badaczami z University of Washington, Oregon Health and Science University, Buck Institute for Research on Aging, oraz Lawrence Berkeley National Laboratory, uważa, że odkrycie to, było dla nich „kompletnym zaskoczeniem".

Badacze usiłowali dociec, dlaczego komórki rakowe, które tak łatwo jest unicestwić chemikaliami w laboratoryjnej próbówce, są tak trudne do pokonania w ciele chorego. Jednoznacznie stwierdzili ze zdumieniem, że jest to stały skutek uboczny leczenia w postaci, chemioterapii. Używane do niego chemikalia, owszem, niszczą wprawdzie tkankę nowotworową, ale przy okazji wpływają degenerująco, na DNA zdrowych tkanek otaczających guz, jak również pozostałych tkanek chorego.

Zwłaszcza dotyczy to komórek zwanych fibroblastami. Odgrywają one kluczową rolę w procesie zabliźniania się ran, a ponadto wytwarzają spajający tkankę kolagen. Pod wpływem toksyn cytostatyków, zaczynają, te zdrowe, ale potraktowane cytostatykami fibroblasty, produkować, aż 30 razy więcej proteiny, WNT16B, niż dotychczas, czyli przed podawaniem cytostatyków.

Proteina ta ma właściwości, silnie stymulujące rozrost guza, a ponadto uodpornia jego komórki na cytostatyki chemioterapii.

Jak stwierdzono, po pierwszej rundzie chemii, rakowe niedobitki roznoszone są po całym organizmie.

Gdy po kilku dniach, czy tygodniach, aplikuje się drugą porcję chemioterapii, mających "dobić" pozostałe komórki nowotworowe, aż u dziewięćdziesięciu procent pacjentów, ma ona działanie, kompletnie odwrotne do zamierzonego: zamiast zniszczyć niedobitki raka pozostałe po pierwszej chemii, przyczynia się do ich przyśpieszonego rozwoju, i dodatkowo do zwiększenia ich odporności na chemię.

– To jest niemal uniwersalna, w skutkach śmiertelna, konsekwencja ponownej chemioterapii, – stwierdzają uczeni z amerykańskiego ośrodka.

Już znacznie wcześniej było wiadomo, że proteina WNT16B, działa na komórki raka, jak nawóz na słabnące plantacje roślin. Nie zdawano sobie jednak sprawy, z wszystkich tego konsekwencji.

Zaobserwowany przez uczonych wzrost poziomu białka, WNT16B, po chemioterapiach, był kompletnie nieoczekiwany, – konstatuje dr Peter Nelson, koordynator przedstawionych, piątego sierpnia, na łamach, najbardziej dziś wiarygodnego, medycznego periodyku, „Nature Medicine", wyników studium badawczego: Jej wydzielanie przez nierakowe fibroblasty, wcześniej potraktowane chemią, wpływa stymulująco na pobliskie komórki rakowe, przyspieszając ich wzrost, pobudzając inwazję i, co najważniejsze, powodując ich późniejszą odporność na kolejne rundy chemioterapii.

Podstawowa broń na raka, chemioterapia, okazuje się więc obosieczna...

Tyle cytat z czasopisma medycznego uchodzącego za najbardziej wiarygodny periodyk świata.

Powyższe, te bardzo wiarygodne wiadomości, tylko utwierdzają lekarzy praktykujących medycynę naturalną, i medycynę starożytną w podejściu, że do agresywnych metod leczniczych współczesnej onkologii, zawsze należy podchodzić z najwyższą ostrożnością.

Najlepiej zupełnie nie stosować chemioterapii, a jak już, to tylko jednokrotnie, co jednoznacznie sugerują powyższe odkrycia naukowe, gdy chodzi o chirurgię, to tylko wtedy, gdy guz uniemożliwia dalszą egzystencję chorego, blokując fizycznie oddychanie, odżywianie lub wydalanie, i gdy chodzi o naświetlania rentgenowskie, to podobnie jak z chirurgią.

Całe swoje wysiłki, lekarze naturalni winni skupiać, i skupiają na, nie mających skutków ubocznych - "po pierwsze nie szkodzić", - działaniach wzmacniających zdrowie, prawidłowym odżywianiu, oczyszczaniu, i odtruwaniu ustroju pacjenta, zmianę jego niezdrowych przyzwyczajeń na zdrowe, oraz na zdrowotnym uporządkowaniu w szerokim tego znaczeniu, całego życia konkretnego chorego.


link

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Lista wpisów

Kreator www - przetestuj za darmo