Zostań Zuchwałym! Weź zdrowie w swoje ręce!...

  ,,Choremu nieskończenie łatwiej jest wyobrazić sobie raj niż zdrowie."      Emil Cioran

Śmierć czai się w jelitach!

2012-05-31 10:21:57, komentarzy: 0

Śmierć czai się w jelitach!

Terapia, która uratowała mi życie

Był początek 2002 roku. Zacząłem odczuwać dziwne objawy. Bóle w dolnej części brzucha, okropne zaparcia, migreny. Przejdzie - dumałem. Nie przechodziło

Dołączyło się uczucie palącej zgagi z którą i tak walczyłem przez ostatnie kilkanaście lat.

Zacząłem garściami żreć "Ranitdine". Pojawiła się depresja.

W końcu udałem się do domowego lekarza (miałem wtedy świetne ubezpieczenie). Zaordynował podwójna dawkę leków na nadciśnienie i niezliczone skierowania.

Prześwietlenie wykazało reflux, owrzodzenie żołądka i zwapnienia w płucach. Przepisane pół kilo recept nie skutkowało. Depresja przeszła w stan patologiczny. Czułem się jakby mi ktoś siedział na klatce piersiowej. Straciłem apetyt. Co chwila wydawało mi się, ze dostane torsji.

Lekarz domowy zaczął przepuszczać mnie po linii standardowej; kardiolog, gastrolog, urolog, onkolog - i dalej każdy możliwy olog.

Po trzech miesiącach mój nocny stolik przypominał skład farmaceutyczny. Ubezpieczenie płaciło. Stan się pogarszał.

Pojawiły się duszności. Początkowo słabsze, później z każdym dniem pogłębiające się. W piątym miesiącu choroby miałem problem z przejściem paru kroków do łazienki.

Nie sposób opisać to uczucie. Trudno było mi oddychać. Kiedy brałem oddech, odnosiłem wrażenie, jakby coś go powstrzymywało.

Otrzymałem aparat tlenowy. Na kolkach. W nocy budziłem się z uczuciem paniki, zlany zimnym potem. To było najgorsze. Niesamowity paranoiczny lek przed czymś nieznanym. Zanikł zmysł koncentracji. Czytałem książki i nie wiedziałem, co czytam. Oglądałem film i nie widziałem, co oglądam. Popadłem jakby w odrętwienie.

Lekarz domowy rozkładał ręce. - To może mieć podłoże psychiczne - zawyrokował.

Psychiatra badał mnie długo. Testy, pytania, klocki, składanki,co tylko możliwe.

Jest pan niedotleniony-powiedział.

-Stad zaniki pamięci, stany lekowe, panika. Poza tym z mojego punktu widzenia

jest pan całkowicie w porządku.

Było to mało pocieszające. Po raz pierwszy zacząłem zastanawiać się, co dalej. Nigdy wcześniej nie przyszło mi to do głowy. Takie życie to nie życie - myślałem. Mam 55 lat. Nie pochodzę z długowiecznej rodziny. Wielu kolegów z mego rocznika spoczywa na zgierskim cmentarzu. Może przyszła moja kolej? Takie dumki nachodziły mnie bez przerwy. Ciężko było mi je dopuszcząć do siebie. Przecież śmierć dotyczy wszystkich, tylko nie nas. Ona jest zawsze udziałem innych, a my będziemy żyć wiecznie.

Miewałem dobre i złe dni. W te dobre oddychałem na pół gwizdka. W złe czułem się jak ryba wyrzucona na piasek.

Zauważyłem, ze najgorsze objawy występują po zjedzeniu smażonych potraw. Przeszedłem wiec na płatki owsiane. Jakby ulżyło.

Podjąłem decyzje: jadę do Polski. Jeśli mi pisany koniec, to przynajmniej miedzy swoimi. A może... w mojej Polsce zdarzy się jakiś cud? Może jakiś super lekarz, znachor...

Zawsze pamiętałem ostatnie słowa hrabiego Monte Christo: Nigdy nie tracić nadziei, Wiadomo, tonący brzytwy się chwyta.

Bliskim powiedziałem, ze udaje się na kuracje. Nie wierzyli.

W następnym tygodniu wylądowałem na Okęciu. Brat na mój widok pobladł.

cały artykuł przeczytasz : link

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Lista wpisów

Darmowe strony internetowe dla każdego