Zostań Zuchwałym! Weź zdrowie w swoje ręce!...

  ,,Choremu nieskończenie łatwiej jest wyobrazić sobie raj niż zdrowie."      Emil Cioran

Feng Shui


Dagmarze nie zawsze wiodło się dobrze. Ale od roku było naprawdę źle. Straciła pracę, jej mąż znalazł sobie kochankę, syn zaczął wagarować, były podejrzenia, że bierze narkotyki. "Tonący brzytwy się chwyta" - myślałam, wysłuchawszy opowieści Barbary Gogolin, znawczyni feng shui - rzekomo leku na każde zło. Któregoś dnia szłam zmęczona zatłoczoną ulicą i nagle,jak spod ziemi, wyrosła Dagmara. Zamiast szarych opadających na oczy kosmyków -  złociste pasemka, zamiast dżinsów -spódnica z koronki. Na twarzy uśmiech! 


DEPRECHA

Kaśka.Ta w życiu zawsze miała szczęście. Fajny mąż, super dom z sauną i siłownią, od lat dobrze prosperująca własna firma. Aż któregoś dnia trach! Rak! Na szczęście wycięli jej tylko guzki. Pierś ocalała. Ale od tego czasu Kasia była odmieniona. Już nie dzwoniła, ćwierkając przez telefon o swoim poczciwym Miśku. Ponura i milcząca, unikała kontaktów. Zaniedbywała firmę. Nie jadła, nie spała, płakała. 


KUFER TEŚCIOWEJ

Z Dagmarą spotkałyśmy się po to, by ratować Kaśkę. Ja o środkach antydepresyjnych, a ona o feng shui, ja o psychiatrze, a ona o pani Gogolin. Z trudem powstrzymywałam irytację: "No zgoda, gołym okiem widać, że jesteś w świetnej formie, ale zejdź na ziemię!Nie wmówisz mi, że wszystko zaczęło się od tego, że wyrzuciłaś stary kufer teściowej i inne niepotrzebne graty. Po pros-tu nagle znalazłaś nową, ciekawą pracę, wreszcie zdecydowałaś się na rozwód z tym swoim beznadziejnym Włodeczkiem. A twój syn przestał wagarować i chce mu się wracać do domu, bo nie widzi wiecznie zapłakanej ma musi i sfrustrowanego ojczyma. Dagmara patrzyła na mnie z wyższością i tylko uśmiechała się tajemniczo. Kaśka olała psychologa. Wolała panią Gogolin. 


INNA FALA 

 

Moje dwie przyjaciółki znane od szkolnych lat oddalały się ode mnie."Zaczęłyśmy nadawać na innej fali" - tłumaczyłam sobie, udając, że wcale mi na tym nie zależy. Najważniejsze było jednak to, że Kaśka z realistki zamieniła się w osobę, która z całym przekonaniem stawia na parapecie okna dwie ceramiczne papużki,by wzmocnić swój (i tak dobry) związek i wyrzuca wszystkie cenne skrypty ze szkoły, "by energia w Polu Zdrowia miała większy przepływ". Któregoś dnia zadzwoniła i oznajmiła mi, że jeden z klientów jej firmy zaczyna ją adorować. "Czyżby to sprawka feng shui?" - pomyślałam. Jedno było pewne: nowy adorator to znak, że depresja Kaśki zniknęła. 


WITAJNA POKŁADZIE


Moje przyjaciółki rozkwitały, za to ja byłam w coraz gorszej formie. Mój długoletni związek z narzeczonym skończył się tak, jak się zaczął: burzliwie. Czekała mnie przeprowadzka do nowego mieszkania, wzięłam kredyt... No i zaczęło brakować mi pieniędzy. Prace zlecone, z których do tej pory nieźle się utrzymywałam, stopniowo się wyczerpywały. Przestraszona i samotna,byłam zdana tylko na siebie. - Witaj na pokładzie -powiedziała z satysfakcją Dagmara, wręczając mi wizytówkę:Barbara Gogolin, taroterapia feng shui. 


MAGICZNA BAGUA 


Zanim zaprosiłam znawczynię feng shui do siebie do domu, miałam okazję do "oczyszczenia przestrzeni" - tak mi poleciły Kaśka i Dagmara. Moje nowe gniazdko było mniejsze od poprzedniego: dwa pokoje - 38 metrów kwadratowych! Za to własne. W starym zostawiłam z ciężkim sercem kartony książek, wory ciuchów,niechciane naczynia. No i setki drobiazgów: gumeczki, guziczki,kamyczki, muszelki, zasuszone kwiatki, kolorowe torebeczki, maskotki,figurki z różnych stron świata... Kilka dni później z kilkoma kartonami książek (już przebranych!), z donicami rozrośniętych kaktusów, ze złoconym lustrem, z którego od lat patrzy przyklejony tam przeze mnie portret mojej zmarłej mamy, ze smutnym, niebieskim obrazem namalowanym przez mojego byłego narzeczonego, z plakatem,który zawsze wisiał nad moim łóżkiem (błękitna jajowata głowa,martwe, okrągłe oczy, usta zasznurowane smużką babiego lata) oraz dwoma drewnianymi gepardami przybyłam do nowego mieszkania. 


WIZYTA PIERWSZA


Pani Gogolin odwiedziła mnie po kilku dniach, kiedy już jako tako rozmieściłam wszystkie rzeczy. Przenikliwym okiem omiotła mieszkanie: 
- Najpierw musi pani wiedzieć, co to takiego jest feng shui - zaczęła wolno. - Dokładnie znaczy to wiatr-woda, a więc coś niezbędnego do życia. Bez powietrza i wody się umiera. Wszystkie zasady, które kryje feng shui, to prastara mądrość życiowa. Nierozerwalnie łączy się z nią przepływ energii chi - dobry, czyli harmonijny, dający szczęście, bądź zły - zakłócający nam życie. Energii nie widzimy, ale one są wszędzie - otaczają nas na każdym kroku. Ważne, by w naszym mieszkaniu płynęły bez przeszkód w najmniejszym zakątku. Wtedy my i nasza rodzina będziemy zdrowi, pogodni, a kłopoty będą nas omijały. Jeśli chcemy się zorientować, jak te energie sobie krążą po naszym mieszkaniu, musimy skorzystać z siatki bagua -pani Gogolin rozłożyła ją przede mną. - Oto mapa energii krążących w każdym mieszkaniu - tłumaczyła. Ten szablon podzielony na 9 pól należy nałożyć na plan mieszkania. Każde z tych pól zwanych "domami" odzwierciedla to, co się dzieje w życiu człowieka i jak się to odbija w urządzeniu wnętrza. 
-To znaczy, że mój pokój, a w nim przedmioty, układ mebli, którymi się otaczam, odzwierciedlają moją psychikę - upewniałam się. 
- Nasze mieszkanie to przedłużenie nas samych. To naczynia ściśle ze sobą połączone. Przedmioty, którymi się otaczamy, są odzwierciedleniem naszych myśli, marzeń i życiowych doświadczeń. Istnieje pewien przewidywalny wzór ruchu energii chi, który obserwowano od tysięcy lat. Na przykład zakłócenia jej przepływu w strefie Bogactwa wywołują kłopoty finansowe właściciela i jego rodziny. Kto traci pracę, powinien zwrócić uwagę na to, co znajduje się w strefie jego Kariery - jeżeli zalegają tam brzydkie, stare rzeczy, ten ktoś nie ma co marzyć o nowej pracy. A zdjęcia zmarłych przodków wiszące na ścianie w strefie Twórczości zablokują kreatywność domowników, rozwój dzieci, a także ich szczęśliwą przyszłość. 
- Kiedy już sprawdzę, co znajduje się w poszczególnych strefach mojego mieszkania, to od czego mam zacząć? - dopytywałam się. 
-Od wyrzucenia pierwszego worka śmieci - stwierdziła konsultantka i dodała: - Feng shui zaczyna się właśnie od tego pierwszego worka. Nie zacznę pracy z klientem, zanim nie oczyści on właściwie przestrzeni. Jeśli pominiemy ten etap, to remedia lub tak zwane wzmacniacze energii (lustra, dzwonki, rybki) będą miały w większości przypadków działanie niewielkie albo wręcz szkodliwe. 
To dlatego Kaśka i Dagmara, ilekroć do nich dzwoniłam, mówiły: "Sprzątam" - przemknęło mi szybko przez głowę. Pani Gogolin chyba usłyszała moje myśli, bo dodała:
- Między sprzątaniem a oczyszczaniem przestrzeni jest ogromna różnica. Oczyszczanie to cierpliwe, uważne usuwanie niepotrzebnych rzeczy, które tworzy miejsce dla czegoś nowego w naszym życiu. Ze wszystkim, co posiadamy, łączą nas cieniutkie niteczki energii. Jeśli w mieszkaniu otaczają nas przedmioty, które lubimy i których używamy, stają się one dla nas źródłem wsparcia, dają nam pozytywną energię, napęd. Jeśli zaś w naszych szafach zalegają sterty nienoszonych ubrań, pod biurkiem sterty starych gazet, a w szufladach kłębi się wszystko, co ma się kiedyś przydać, nasza energia z dnia na dzień będzie coraz słabsza. Ludzie często trzymają się kurczowo przedmiotów, bo najczęściej wypełniają im one emocjonalną pustkę - brak więzi z partnerem, poczucie niespełnienia, samotność. Cacko postawione na półce, nowa sukienka, krawat - sprawiają, że zapominamy, co nas tak naprawdę nęka.  Zatem likwidowanie bałaganu może wydobyć na światło dzienne sprawy, z którymi trzeba się w którymś momencie uporać. Jeśli komuś udaje się z zatłoczonego mieszkania wyprowadzić nadmiar rzeczy, to jego oddech stopniowo stanie się głębszy. Człowiek, który pozbywa się bałaganu, zaczyna 

być sobą, korzysta garściami z naturalnej siły życiowej, czuje się wolny. 


WIZYTA DRUGA


- Po co pani tyle książek? - spytała pani Gogolin. - Nie mam zamiaru ich wyrzucać. Towarzyszą mi przez całe życie, jak najlepsi przyjaciele. - Trzeba się pozbyć czegoś starego,żeby przyszło nowe. Tyle jeszcze ciekawych rzeczy może pani przeczytać. Tyle nowych, inspirujących książek tu postawić...Częściowe opróżnienie półek stworzy miejsce dla nowych zainteresowań. W sferze Związków też zalega sterta książek: na stoliku, na półce nad głową, na podłodze. Warto nauczyć się wypuszczać je we właściwym czasie. Zaglądała pani do nich przez ostatnie kilka lat? 
- Nikomu nie oddam moich książek -myślałam, zerkając z niechęcią na panią Gogolin, która stanęła właśnie w drzwiach sypialni. Wejścia po obu stronach strzegły dwa drewniane, płowe gepardy, z okrągłymi czarnymi plamkami. 
-Gepardy nie powinny stać oddzielnie, bo one bronią, a właściwie to pani broni dostępu do siebie - tłumaczyła rzeczowo.  Proszę wstawić je do środka i połączyć w parę. W całym mieszkaniu nie dostrzegłam niczego podwójnego. Są tu tylko pojedyncze figurki, a obrazy przedstawiają pojedyncze osoby. Jeśli chce pani korzystnej zmiany w związkach, proszę zastąpić pojedyncze przedmioty -parzystymi. A w sypialni także w strefie Związków jest pusto .Plakat, który pani chce znów powiesić nad głową, to symbol energii, która nigdy nie powinna znaleźć się w tym obszarze. Szczególnie te zasznurowane, smutne usta... 
Czułam, że ma rację. Znów przechadzała się po mieszkaniu. Stanęła przy lustrze. 
- Towarzyszy mi od lat, ale czuję, że coś jest nie tak - przyznałam się wreszcie przed sobą. 
- To strefa Starszeństwa. Łączy się z przeszłością i starszymi członkami rodziny. Według tradycji Wschodu, właśnie u nich poszukuje się wsparcia i rady. Ale zdjęcia, jak i wszystkie stare rzeczy, należy wykorzystywać, póki zawarta w nich energia jest świeża. Jeśli chodzi o przodków, tylko takie fotografie trzeba wieszać na ścianie, które wydzielają pozytywne dla nas energie. Na tym zdjęciu jest pani mama? - dopytywała. -Niekoniecznie emanuje z niego zrozumienie i wsparcie. Czy miewa pani wrażenie, że ona panią kontroluje, osądza? 
Nie mogłam zaprzeczyć. 
- Matka od wielu lat nie żyje. Jeżeli chce się pani od niej mentalnie oddzielić, prosz
ę napisać do niej list z wszystkimi żalami, jakie pani do niej miała, nie przebierać w słowach, nie bać się swojej złości. Na końcu listu napisać, że jej pani wybacza, i sama też prosi o wybaczenie. A potem należy zmiąć ten list w kulkę i spalić gdzieś na zewnątrz, na przykładna balkonie, w przeznaczonym specjalnie do tego celu naczyniu. Popiół proszę rozsypać, najlepiej nad jakąś bieżącą wodą. 
To są przecież jakieś idiotyczne egzorcyzmy, pomyślałam. 
-
Takie listy może pani napisać do wszystkich osób, które panią skrzywdziły - powiedziała pani Gogolin, stając teraz przed niebieskim obrazem. 
- To mój ukochany obraz, ma tytuł "Poczekalnia". 
- Jak długo i na co jeszcze pani chce czekać? - zapytała spokojnym głosem pani Barbara. Zanim wyszła, podała mi karteczkę zapisaną wyraźnym, kaligraficznym pismem. Oto jej treść:

1. Czy nie lepiej w tym jasnym, ładnym pokoju wyglądałyby kwitnące kwiaty zamiast kaktusów? Na przykład storczyki?

2. Obraz niebieski - pomyśleć, co z nim zrobić -pod koniec lipca.

3. Gepardy wstawić do sypialni i koniecznie ustawić w parę - w połowie sierpnia.

4. Nie spieszyć się,na wszystko przyjdzie czas.

5. Cały czas sprzątać, usuwać zbędne rzeczy: przeglądać książki, papiery, ubrania.

6. Nie zapominać o listach do osób, które sprawiły pani przykrość. Pamiętać -zmiąć w kulkę, spalić. Popiół rozsypać. Albo do rzeki.

7.Działać z rozwagą. Powoli.

Bernadeta Hollender 

 
Kreator www - przetestuj za darmo